Liny i asekuracja na jachcie – co łączy żeglarstwo ze sprzętem do dostępu linowego na wysokości?

0
65
Rate this post

Każdy, kto choć raz był wciągany na maszt, żeby wymienić żarówkę topową albo rozplątać fał, pamięta ten moment, kiedy pokład robi się mały, a jacht zaczyna się kołysać mocniej niż na dole. Na wysokości kilkunastu metrów nawet niewielka fala w porcie zamienia maszt w wahadło. Żeglarze radzą sobie z tym od lat na swój sposób, ale coraz więcej z nich sięga po rozwiązania znane z przemysłowego dostępu linowego.

Krzesełko bosmańskie i jego ograniczenia

Tradycyjnie na maszt wchodzi się w krzesełku bosmańskim, wciąganym fałem przez kolegę kręcącego kabestanem. To sprawdzony sposób, ale ma słabe punkty. Cała asekuracja wisi na jednej linie i na uwadze osoby na dole. Krzesełko nie trzyma ciała w razie odwrócenia się głową w dół, a fał, który przez lata pracował na słońcu i w soli, niekoniecznie ma taką wytrzymałość, jak w dniu zakupu.

Technicy dostępu linowego pracujący na wieżach i kominach przemysłowych mają zasadę, którą warto przenieść na jacht: zawsze dwie niezależne liny. Jedna robocza, na której się wisi, druga asekuracyjna, z osobnym przyrządem, który zablokuje się, jeśli coś stanie się z pierwszą. Na maszcie można to zrealizować, prowadząc dwa różne fały albo fał i osobną linę asekuracyjną zamocowaną w innym punkcie.

Lina żeglarska a lina do pracy na wysokości

Żeglarze znają liny lepiej niż większość ludzi na lądzie. Wiedzą, czym różni się szot od fału, co daje dyneema, a co poliester. Liny do pracy na wysokości to jednak inna rodzina. Lina półstatyczna, taka jak te zgodne z normą EN 1891, ma niewielki wydłuż, oplot odporny na tarcie i konstrukcję dostosowaną do przyrządów zaciskowych i zjazdowych. Fał jachtowy bywa zbyt śliski, zbyt cienki albo zbyt sztywny, żeby przyrząd pracował na nim tak, jak przewiduje producent.

W praktyce oznacza to, że do wejścia na maszt lepiej mieć osobny odcinek porządnej liny półstatycznej niż polegać wyłącznie na olinowaniu jachtu. Taka lina przydaje się też przy innych zadaniach, na przykład przy pracach przy kadłubie na slipie czy przy zejściu na burtę dużej jednostki stojącej przy nabrzeżu.

Jaki sprzęt sprawdzi się na maszcie

Sporo osób kompletuje zestaw do masztu, korzystając z tego, co jest standardem w pracy linowej. Kilka elementów robi największą różnicę:

  • uprząż pełna albo uprząż biodrowa z uprzężą piersiową, która utrzymuje ciało w pionie,
  • przyrząd do zjazdu z funkcją blokowania, sterowany z góry przez osobę na maszcie,
  • przyrząd samozaciskowy na linę asekuracyjną, który podąża za wspinającym się,
  • karabinki zakręcane, najlepiej stalowe lub aluminiowe z dobrą ochroną przed korozją,
  • lonża do wpięcia się w stały element masztu na czas pracy.

Przy takim zestawie osoba na maszcie może sama zjechać w dół, bez czekania, aż ktoś na pokładzie zluzuje fał. To duża zmiana, szczególnie gdy załoga jest mała i nie ma kogo postawić przy kabestanie. Przegląd tego, co oferuje profesjonalny sprzęt do dostępu linowego, pozwala dobrać przyrządy do średnicy liny i do tego, jak często sprzęt będzie w użyciu. Kto wychodzi na maszt raz w sezonie, potrzebuje czegoś innego niż skipper jachtu czarterowego, który robi to co kilka tygodni.

Warto też ustalić z załogą proste komendy. Na maszcie przy wietrze słychać niewiele, więc krótkie hasła w stylu „stop”, „luz” czy „w dół”, powtarzane przez osobę na pokładzie, oszczędzają nerwów. Osoba na dole nie powinna w tym czasie zajmować się niczym innym, a pod masztem nikt nie powinien stać bez potrzeby. Z góry spada wszystko, co nie jest przypięte: klucz, śrubka, telefon wyjęty do zdjęcia.

Sól, słońce i przeglądy

Środowisko morskie jest dla sprzętu tekstylnego i metalowego bezlitosne. Sól osiada w oplocie i przyspiesza ścieranie włókien, promienie UV osłabiają taśmy uprzęży, a sprężyny w przyrządach zaczynają się zacinać po kilku tygodniach wilgoci. Po rejsie sprzęt warto wypłukać w słodkiej wodzie i wysuszyć w cieniu, a nie na rozgrzanym pokładzie.

W pracy zawodowej sprzęt chroniący przed upadkiem z wysokości przechodzi okresowe przeglądy według normy PN-EN 365, prowadzone przez osobę kompetentną. Żeglarz nie ma takiego obowiązku, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby oddać uprząż i przyrządy do kontroli przed sezonem. Zwykle kosztuje to mniej niż jeden dzień czarteru, a pozwala wyłapać przetartą taśmę czy pęknięty zatrzask, zanim da o sobie znać na wysokości.

Zanim pierwszy raz zaufa się nowemu zestawowi, dobrze jest przećwiczyć wszystko nisko. Wystarczy wejść na dwa metry przy kei, przepiąć się, zjechać, sprawdzić, czy przyrząd blokuje. Na maszcie, przy wietrze od strony morza, nie ma już czasu na czytanie instrukcji.

Poprzedni artykułEkologiczne technologie odprowadzania ścieków na jachtach
Następny artykułZielone innowacje w żeglarstwie XXI wieku
Administrator

Administrator – współzałożyciel i moderator serwisu, który czuwa nad techniczną stroną Baltica Yachts. Odpowiada za serwer, bezpieczeństwo, szybkość działania strony oraz sprawne wdrażanie nowych funkcji, tak aby blog i panel użytkowników działały stabilnie o każdej porze. Dzięki jego pracy możesz skupić się wyłącznie na planowaniu kolejnych rejsów po Bałtyku.

Kontakt: admin@balticayachts.pl